Świadomość ekologiczna?

On Marzec 12, 2011

Ostatnio przeglądałem Google Trends Labs w poszukiwaniu ciekawych fraz dotyczących ogólnie rzecz ujmując energii odnawialnej. Jak się okazało kluczowe zapytania w większości pochodziły z Podkarpacia (jestem z Rzeszowa, mieszkam niedaleko – bez korków 30 minut samochodem). Pomyślałem więc sobie – pewnie świadomość ludzi w tej materii jest duża. Okazało się, że nie do końca. Poniżej przedstawiam wyniki pewnego testu, takiego małego „badania”…

Podczas wyjścia firmowego minęliśmy domek, na którym zainstalowane zostały kolektory słoneczne. Na pięć osób – dwie zupełnie temat zignorowały, jedna podeszła zdecydowanie negatywnie, jedna z dużymi wątpliwościami, ostatnia zaś była zaciekawiona, ale „z taką pewną nieśmiałością”.
Teraz trochę na temat osób nieświadomie biorących udział w teście. Osoby, które w ogóle nie podjęły tematu – stosunkowo młode, zamieszkujące przy rodzicach lub na stancji. Ich brak zainteresowania tematem tłumaczę prosto – nie mieli do tej pory potrzeby, by się tym zainteresować. Mieszkanie w mieście (w mieszkaniu), gotowa ciepła woda prosto z kranu, jej cena wliczona w „koszty stałe” nie sprzyja przemyśleniom na temat pozyskania energii z odnawialnych źródeł.

Osoba, która była zdecydowanie przeciw – wysoko sytuowana, zapewne bez gruntownej (albo raczej – jakiejkolwiek) wiedzy w tym zakresie. Żyjąca raczej wygodnie, posiadająca stabilną sytuację życiową.

Pozostałe dwie osoby – jedna z „pewną nieśmiałością” i druga – z wątpliwościami, to osoby mieszkająca pod miastem oraz budująca dom na przedmieściach. Wiek wszystkich „badanych” nie przekraczał 40 lat.

Jako kontrast do powyższego przedstawię pewną kobietę z wioski pod Jasłem. Mimo wieku blisko 60 lat jest bardzo entuzjastycznie nastawiona do tematyki wykorzystania odnawialnych źródeł energii. Cytuję: „Słoneczko tyle przecież świeci, szkoda żeby się marnowało. Po co palić w piecu, skoro można zagrzać wodę słońcem?”, albo „Szkoda, że mamy takie złe przepisy. Tyle u nas górek i wiatru dużo. Można by wiatraki stawiać, takie małe nawet, na dom jeden. Ktoś nawet zbudował taki, ale kazali mu go zdemontować” czy też „Kolektory słoneczne to świetna sprawa! Sąsiad ma i sobie chwali. W lecie w ogóle nie musi palić w piecu. Nawet w pochmurny dzień ma baniak ciepłej na 40°C wody.”

Wnioski

Co chcę pokazać? Otóż każdy, kto chce promować pozyskiwanie energii z odnawialnych źródeł niech zapomni o greenpeace’owskich sloganach. Niech nie mówi o dziurze ozonowej, o topniejących lodowcach, głodzie w Etiopii czy innych kataklizmach. Tylko przez kieszeń da się dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Do tego konieczne jest mówienie ludziom co można a co nie – zgodnie z prawem. Nie wiem skąd się wzięło przekonanie, że przykładowo aby wykorzystać prąd we własnym gospodarstwie (na przykład do ogrzewania CWU) trzeba najpierw sprzedać ten prąd Zakładowi Energetycznemu, by później odkupić go, oczywiście tracąc na tym. Takich mitów jest wiele…

Bez względu na to, jakimi pobudkami kieruje się promujący – musi zdać sobie sprawę z tego, do kogo chce dotrzeć. Oczywiście moje „badania” z statystyką nie miały niewiele wspólnego, ale dają jakiś pogląd. Mało prawdopodobne, że głównymi odbiorcami będą ludzie zamożni, mieszkający w miastach. Głównym odbiorcą będzie raczej przeciętny Kowalski mieszkający poza miastem, który usiłuje jakoś przetrwać od pierwszego do pierwszego.

Aktualizacja:
Zapomniałem napisać o jednej, ale bardzo ważnej kwestii. Czas zwrotu inwestycji. Ludzie muszą o tym wiedzieć – tak, aby uniknąć frustracji. „Full – wypasowa” instalacja kolektorów próżniowych prosto ze sklepu za 14 tysięcy złotych ma nikłe szanse na zwrócenie się. Wedle obliczeń nieraz czas zwrotu inwestycji jest równy, bądź nawet przekracza żywotność instalacji. W takim układzie to się po prostu nie opłaca – jest to rozwiązanie dla snobów, no chyba, że gmina w której mieszkamy zwróci powiedzmy 60% poniesionych kosztów, choć i w takim przykładzie (koszt 14 tys. zł) inwestycja zwracać będzie się dość długo. Niestety w chwili obecnej w naszym grajdołku rządzi marketing i niedouczenie inwestorów. „Skoro w kolektorze jest próżnia, i zastosowane są kosmiczne technologie to musi być to dobre!”, co z tego, że kiepsko się to u nas sprawdza, wymaga większego serwisowania, większych nakładów i jest dwa razy droższe? Klient kupi. Marzy mi się dzień, gdy na rynku będzie dostępnych kilka firm sprzedających na prawdę tanie kolektory. Taki kolektorowy Top*x czy To*a. Każdy by wiedział co kupuje – i za jakie pieniądze. W razie zużycia, czy też uszkodzenia się nie było by szkoda wymienić na nowe nawet i po 3 latach. Nie muszą mieć super sprawności, ważne żeby były tanie i ogólniedostępne. Może kiedyś doczekam takich czasów…

Poprzedni wpis: Poliwęglan komorowy

3 komentarze to “Świadomość ekologiczna?”

  • Dlatego uważam, jezeli ktoś czuje się na siłach, próbować samemu zbudowac kolektor. Jeżeli kupować to tylko przemyślec samemu, podpytać tych co maja albo coś wiedzą. Sprzedawca zawsze będzie wciskał kit bo chodzi o sprzedaż. No i koniecznie zapoznać się w gminie o dofinansowanie.

  • Ostatnio, zupełnie przez przypadek dowiedziałem się, że podrzeszowska gmina Malawa dofinansowuje kolektory słoneczne. Podobno wysokość dofinansowania ma wynosić do 70%. Podobno przez 5 lat od uruchomienia instalacji i uzyskania dofinansowania możemy liczyć się z kontrolą. Komisja ma sprawdzać czy i w jakim stopniu energia odnawialna zaspokaja nasze potrzeby. Dodatkowo komisja taka sprawdzać ma naszą „zieloność” – czym palimy w piecu i czy przypadkiem nie na przykład odpadami typu plastikowe butelki czy inne toksyczne śmieci. Moim zdaniem – słusznie. Podkreślam jeszcze raz, że informacje te nie są zweryfikowane i potwierdzone u źródła.

  • Moja gmina swego czasu była dość pro-eko, pro-eu ale jakoś ucichło. Pewnie skończyły się pomysły na finansowanie – wkład własny. Znając życie dofinansowanie można dostać przedstawiając komplet faktur i spełniać przy okazji wiele wymagań. Jak to wygląda w praktyce? Składając kolektory słoneczne ze „złomu”, angażując w to dużo swojego czasu i pracy mam
    jakikolwiek szanse na zwrot kosztów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.