Słoneczna suszarka do żywności – cz. 5

On Marzec 13, 2011

Na czym należy się skoncentrować demontując lodówkę? Trzeba – zwłaszcza jeśli jeszcze jakoś działała – na delikatności. Tak, aby zbytnio nie pozaginać rurek i nie wypuścić w atmosferę czynnika (określany freonem). I nie chodzi mi tutaj o dbanie o środowisko (choć to też ma znaczenie) lecz bardziej o walor że tak powiem – naukowo badawczy. Po prostu wyszabrowane z lodówki „bebechy” mogą być niezłym „materiałem” służącym zebraniu doświadczeń do budowy własnej pompy ciepła… Jako pierwszy – odkręcam agregat oraz wszelkie przewody elektryczne.

Demo(lka|ntaż) lodówki…

W przypadku mocno zapuszczonych lodówek może to być dość problematyczne. Nieraz śruby mocujące agregat są tak zardzewiałe że są dwa wyjścia – „ukręcić” śrubę albo ją uciąć. W przypadkach rokujących jakiekolwiek szanse na odkręcenie niezłe rezultaty dają wszelkiej maści preparaty typu WD, przepracowany olej silnikowy czy… płyn hamulcowy (świetnie penetruje zardzewiałe powierzchnie – genialny preparat do „ożywiania” zardzewiałych kleszczy czy kombinerek! „Zatarte” narzędzia do kąpieli w płynie hamulcowym na dobę, później „rozruszać”, porządnie wytrzeć szmatą, nasmarować olejem i… jak nowe!).

Następnie należy odkręcić „kratkę” z tyłu lodówki. Zwykle przykręcona jest na kilku wkrętach z podkładkami. Zazwyczaj idzie dość łatwo. Gdyby nie chciało – trzeba uzbroić sie w solidny śrubokręt i ostrożnie wykręcać. Gdyby szło na prawdę kiepsko – można uciąć wkręta. Później, gdy kratka zdjęta można posłużyć sie brutalną siłą bez obawy o zniszczenie kratki.



Następny krok to demontaż zamrażalnika. W mojej lodówce wystarczyło wykręcić kilkanaście wkrętów, zdjąć „wieczko”. Pod nim była warstwa waty szklanej, która z racji pylenia drobnymi igiełkami trafiła od razu do worka na śmieci. Na tym etapie jesteśmy w stanie popatrzyć przez lodówkę na drugą jej stronę. Musimy teraz odnaleźć sposób zamocowania zamrażalnika. U mnie były to chyba jakieś zatrzaski (które dawno już się rozsypały) oraz plastikowe nakrętki. Po ich odkręceniu oraz poluzowaniu zamrażalnika na śrubach (też plastikowych) powinno dać się wyjąć zamrażalnik. Jeśli uda się to nam – otrzymamy ocieploną „skrzynkę” z półkami – idealny półprodukt do budowy suszarki.

Jako że przepływ powietrza przez suszarkę jest dość duży – należy zadbać, by drobinki waty szklanej nie osiadły na żywności. Ja „upchałem”, ubiłem watę śrubokrętem po czym wolną przestrzeń pomiędzy plastikowymi ściankami wypełniłem pianką montażową. Po obcięciu nadmiaru pianki wszystko dokładnie odkurzyłem i umyłem całą skrzynkę. Jednym z ostatnich etapów było przycięcie płyty styropianu tak, by weszła w otwór na tyle suszarki oraz wycięcie otworu na rurę doprowadzającą ciepłe powietrze. Tak przycięty styropian osadziłem na piance montażowej. Wentylator zamontowałem w drzwiach – tak było najprościej i najszybciej. Po prostu wystarczyło wyciąć dziurę i zamontować wiatrak – tak – na piance ;-). Montaż wentylatora w podłodze czy w którejś ze ścian był by dużo trudniejszy.

W tej części to już tyle. Wkrótce do suszarki mam zamiar dorobić regulację przepływu powietrza. Tak, by mieć jakiś wpływ na uzyskiwaną w środku temperaturę. Nie zawsze przepływ na poziomie kilkanaście (dziesiąt) metrów sześciennych na godzinę przy temperaturze 50oC musi być wskazany…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.